• Document: Melissa Darwood. Larista
  • Size: 2.23 MB
  • Uploaded: 2019-02-13 17:15:46
  • Status: Successfully converted


Some snippets from your converted document:

Melissa Darwood Larista Ciekawość to pierwszy stopień do piekła Zapach stearyny unosił się w wilgotnym powietrzu. Stałam pośrodku starego cmentarza, patrząc na zapadnięte groby przykryte burą płachtą gnijących liści. Mimo szarówki, ujrzałam w oddali ogromny krzyż rozświetlony blaskiem białych zniczy. Podążyłam ku niemu, zerkając na wąskie ścieżki, przy których znajdowały się zniszczone pomniki otoczone mistyczną aurą. Przy każdym z nich stał poszarzały posąg. Był tu monument kobiety, której dumną twarz wykrzywiał surowy grymas, statua anioła trzymającego z powagą długą trąbę i rzeźba dwójki dzieci, których buzie zamarły w niewinnym uśmiechu. Szłam wciąż przed siebie, a jakaś siła ściągała mój wzrok na każdy mijany posąg. Nagle ujrzałam figurę młodej dziewczyny. Jej pochylona, smutna twarz wzbudziła we mnie dziwny niepokój. Długa kamienna chusta spływała bezwładnie na jej ramiona, a szczupłe dłonie wskazywały pionową płytę. Nieprzyjemny dreszcz przeszedł mi po plecach, lecz mimo to, pchnięta niewidzialną siłą, podeszłam bliżej i odsłoniłam zarośniętą bluszczem tablicę. Moim oczom ukazały się gotyckie litery, wyryte głęboko w zimnym marmurze. Zamarłam. Słysząc bicie własnego serca, przeczytałam drżącym głosem swoje nazwisko: LARYSA KUBUS Urodzona 5 listopada 1992 r. Umarła, by żyć. Stałam w bezruchu, przyglądając się posągowi. Dopiero teraz jego oblicze wydało mi się znajome. Ujrzałam w nim swoją twarz. Wyciągnęłam wilgotną od potu dłoń i dotknęłam kamiennego policzka. Nagle wieko grobowca drgnęło i zaczęło przesuwać się w bok. Zerwał się silny wiatr, niosąc ze sobą odgłos zbiorowego krzyku. Nagie gałęzie starodrzewu zdawały się mu przygrywać, uderzając z siłą tarana o wilgotne pnie. Grupki liści kręciły się wokoło, tworząc małe trąby powietrzne, a strzeliste tuje tańczyły smagane porywistym wichrem. Kamienne postacie, pogrążone dotychczas w wiecznym śnie, skierowały szeroko otwarte oczy prosto na mnie. Wszystkie, niczym anielski chór, rozchyliły sztywne usta, by powtórzyć cmentarny ryk uwięziony w łacińskich słowach: O Fortuna! Velut Luna! Statu variabilis! [O Fortuno! / Niby Księżyc! / Nieustannie zmienna! (łac.) Kompozycja Carla Orffa do słów łacińskiego poematu ze zbioru Carmina Burana.] Nagle wiatr ustał i zapadła grobowa cisza. Posągi zamilkły, jednak tylko na sekundę. Po chwili rozchyliły usta i zagłuszając huczenie krwi w moich skroniach, zaczęły śpiewać rytmicznie przejmującą pieśń: Semper crescis, et decrescis, vita detestabilis Nunc obdurate, et tunc curat, ludo mentis aciem Egestatem, potestatem, dissolvit ut glaciem Sors immanis, et inanis, rota tu volubilis. [2 Ciągle rośniesz lub zanikasz, ciemna lub promienna / Życie podłe, wciąż kapryśnie, chłodzi nas lub grzeje / Niedostatek lub bogactwo, jak lód w nim topnieje / Kołem toczy się Fortuna zła i nieżyczliwa (łac.)] Ich śpiew stawał się coraz głośniejszy i potężniejszy. Czułam, jak moje ciało przeszywa zimny dreszcz. Patrzyłam struchlała na marmurowe twarze, zza których zaczęły wyłaniać się postacie ubrane w czerń. Przeniosłam wzrok na funeralny kondukt. Na jego czele szedł wysoki mężczyzna, który podtrzymywał drobną kobietę. Cmentarna pieśń zaczęła przybierać na sile. Stała się teraz bardziej wyrazista. Liczba śpiewających głosów zwiększyła się trzykrotnie. Miałam wrażenie, jakby cały cmentarz zbudził się, by zawtórować chórowi: Sors salutis! Et virtutis! Mihi nunc contraria! Est affectus! Et defectus! Semper in angaria! [3 Los zbawienia! / Cnót zasługi! / Przeciw mnie są teraz! / W mej słabości! / Albo woli! / Wspierały mnie nieraz! (łac.)] Przyglądałam się żałobnikom, którzy szli powoli w moją stronę. Ich blade oblicza stały się bardziej widoczne. Zapuchnięte od płaczu twarze wykrzywiał grymas rozpaczy. Skupiłam wzrok i niespodziewanie rozpoznałam dwie z nich. Nagle cały świat zawirował wokół mnie, a bębny orkiestry zaczęły uderzać w samym środku głowy. Moje serce trzepotało niczym ranny ptak, który próbuje wzbić się do lotu. Chciałam krzyknąć, ale nie mogłam. Zupełnie jakbym straciła głos. Śpiew chóru rósł w siłę. Kobieta z mężczyzną podeszli do mogiły i pochylili się nad otwartym grobem. Krzyknęłam w ich stronę, ale donośny chór mnie zagłuszył: Quod per sortem! Sternit fortem! Mecum omnes plangite! [I użalcie się! / Nade mną! / Ofiarą Fortuny! (łac.)] Nabrałam ponownie haust powietrza i zmuszając swe gardło do nieludzkiego wysiłku, zawyłam: – Maamo! Taato! Ja żyję! Chór zamilkł, a wraz z

Recently converted files (publicly available):